Jestem osobowością introwertyczną, od lat zmagam się farmakologicznie z nerwicą i depresją - wynikać z tego powinno, że mój próg bólu jest bardzo niski, tymczasem wydaje mi się, że jest nieprzeciętnie wysoki. Inna sprawa - odczuwanie bólu, zwłaszcza dość silnego, ostrego i gwałtownego, tj. ukłucia, cięcia, albo po prostu - wszelkie inwazje ciał obcych - są dla mnie czymś w rodzaju lekkiej fascynacji (tatuaże, piercing). Ale w życiu bywałam już połamana, miałam skręconą nogę, noszę kilka blizn i powiem szczerze - nic z tych rzeczy nie była tak bardzo bolesna, by nazywać to
okropnym bólem. Jedynie migreny bywają tak uciążliwe, że czasami mam ochotę strzelić sobie w łeb, byle to zakończyć.
Tak na marginesie. Od tygodnia wiem już, jak to jest zgasić peta na skórze. Sam moment oparzenia nie był taki straszny, jak to nieraz na filmach pokazują. Żeby nikt mnie za skończoną wariatkę nie wziął - nie zrobiłam tego celowo, zagapiłam się po prostu i zapomniałam o tym, że trzymam ten nieszczęsny papieros. Trwało to na tyle długo, że zdążył wypalić mi rudobrązową rankę na grzbiecie dłoni.
